Magiczna cyfra 7

Po wakacjach Pulpa musiała się zebrać. W karby znaczy. W kierat. A nie był łatwo, oj nie było. Po pierwsze trzeba było stanąć do garów bo już nikt obiadku nie chciał podać, śniadanka tym bardziej. Na szczęście w nowiuteńkiej kuchni gotuje się jakby milej niż w poprzedniej, chociaż funkcjonalna to ona nie jest zupełnie. Jakby komuś kiedyś przyszło do głowy kupować olejowany blat drewniany do celów kuchenno –  użytecznych, to niech najpierw wpadnie do Pulpy. Najlepiej w trakcie awantury o postawienie na blacie kubka z ciepłą herbatą, co jest akurat odruchem wszystkich w Pulpiej gromadzie, albo nie daj panie boże,  garnka z gorącą zupą, barszczem najlepiej. Na takim blacie zostają kółka, które nie znikają. By znikły trzeba blat zetrzeć papierem ściernym, odkurzyć, zaolejować i wypolerować. Pulpa olejowała już 7 razy. Przekleństwa słyszane były zapewne na końcu osiedla. A ile kalorii spaliła przy ścieraniu papierem ściernym. Łoho. Nie ma to jak sobie dodać problemów. Albo jakby ktoś chciał sobie wstawić zmywarkę obok zlewu, tak, że jak się ją otworzy to nie można z tego zlewu wyjąć brudnych naczyń – zapraszamy serdecznie.  Albo jakby ktoś chciał jaśniuteńkie kafle na podłogę sobie położyć – krzywo jak cholera  i  z fugą perłową to radzimy zobaczyć, jak wyglądają po 3 tygodniach użytkowania – wpadajcie, welcome!

Wracając do karbów i kieratów. Poza gotowaniem, praniem i sprzątaniem, trzeba było wyprowadzić dzieci.Z błędów kilku wyprowadzić.

Błąd pierwszy polegał na tym, że po dwóch tygodniach latania od rana do nocy, na boso i na brudno, w gromadzie dwanaściorga podobnych, wielka trójka żądała kontynuacji w domostwie. Z samego rana Najmłodszy chciał się iść kąpać do jeziora, Średnia zaprosić koleżanki, Najstarsza jechać na plażę. Trudno też było z założeniem butów pełnych, krytych, których to wymaga nawierzchnia osiedlowa oraz z faktem codziennych kąpieli w wannie z szorowaniem włącznie, zamiast jeziornych ablucji i szlaucha.

Błąd drugi polegał na tym, że wielka trójka przestawiła sobie dobę z 8- 20 na 9.30 – 23 co oznaczało , że Pulpa wracając z pracy ma dzieci non stop, aż do padnięcia na twarz. Dzieci z niespożytą wakacyjną energią. Dzieci pozbawione obowiązków, zajęć dodatkowych, klasówek i innych kajdan pozwalających na upchnięcie ich przy biurkach, tudzież w przybytkach edukacyjnych i zażycia chociaż godziny względnego relaksu. Mimo, iż od powrotu minął już ponad tydzień, wyprowadzanie z błędu trwa nadal. Wczoraj na ten przykład, poszły spać o 22.30. Pulpa o 22.45, po przeczytaniu jednego rozdziału. 52 book challange można sobie odłożyć na półkę zadań z serii Mission Impossible.

Błąd trzeci polegał na tym, że rozrywek będzie tyle co na wyjazdach, a czas wypełniony po brzegi beztroską zabawą i innymi dziećmi. Po 15 dniach spędzonych wśród 12 dzieci i 24 dorosłych, co  było bardzo miłym, bezsprzecznie przeżyciem, jednak wystarczającym czasowo, Pulpa odmówiła zapraszania koleżanek do domu w ilości hurtowej. Jedna na głowę i to bez nakładania się. Mogą sobie grafik ustalić. Nie ustaliły, więc koleżanek w domostwie brak. Alleluja. I się nudzą. Nudząąąąą. Nuuuudząąąąąąą. O matko jedyna jak się nudzą, a jak kłócą w tej nudzie, a jak żądają kina, Loopies Worlda, plaży, trampolin, gości, lodów, zakupów na wyprzedażach. A Pulpa nic. Ani drgnie. Podobno dzieci muszą się trochę ponudzić, żeby były kreatywne. Ach ile to czekanie na kreatywność kosztuje Pulpę nerwów, to niech nikt nie pyta nawet.

no!

Dobrze, że w pracy można odpocząć i pomyśleć. Na przykład o tym co się kupi już za chwileczkę, next week miejmy nadzieję, kiedy ugruntowana pozycja siódemki jako pierwszej z lewej na wadze zostanie przypieczętowana przez panią dietetyk. Pulpa w te pędy zamierza wtedy lecieć do sklepu. Ma już tyle typów, że nie wie co wybrać. Serio. Bo po pierwsze są to rzeczy których od dawna nie kupowała typu spódnica, sukienka czy bluzka. Po drugie muszą być one na tyle uniwersalne, żeby je nosić również wtedy gdy na przykład pozycję siódemki zajmie szóstka. Jakoś tak Pulpa zaczyna wierzyć, ze jest to bardziej realne niż przeczytanie 52 książek w ciągu roku.

Rower w użyciu non stop – jak Pulpa mogła go nie lubić tego się nie da pojąć.

Ciało Pulpy zostało zapisane na spinning, od września kiedy to mąż zjedzie wreszcie z Mazur i zacznie pełnić funkcje rodzinne a nie tylko zarobkowe.

Nawet jogurt naturalny Pulpa polubiła. Serio, smakuje jej! To jeszcze dziwniejsze niż miłość do roweru, bo jogurt naturalny był na liście top ten obrzydlistw, zaraz po czerninie i cykorii. A teraz pychota! Wiadomo, na bezrybiu i rak ryba.

I tym mądrym przysłowiem kończąc Pulpa oddala się na rowerze, pod górkę, w stronę swej ślicznej, niefunkcjonalnej kuchni, gotować leczo, pucować blat i myć kafelki. A potem może jednak na tę plażę z tymi dziećmi. Jak myślicie?

Reklamy

O brzydocie

O brzydocie – świetny tekst. I bardzo prawdziwy. Pulpa  by się go chyba nie odważyła napisać, chociaż myśli dokładnie tak samo. Kropka w kropkę.

https://meandmrgeorge.wordpress.com/2015/04/29/o-brzydocie/

Poczytajcie też komentarze pod spodem, bo dyskusja jest interesująca.

Powrót do rzeczywistości

W zasadzie nie ma co pisać.

Pięknie było. Tak jak powinno. Słońce, woda i szczęśliwe dzieci i dużo przyjaciół i radość i beztroska.

Po urlopie powinno być jakieś kacowe, na boga, żeby się przestwaić, wyryczeć, że koniec, oprać, poskładać w całość. A  nie  tak jak teraz: powrót i buch w faktury, zlecenia, spotkania z kierownikiem.

O wadze nie wspomina się celowo. Nie było jakoś specjalnie grzesznie, ale z tarczą się nie wraca. Piwko się trafiło, węgorzyk wędzony, kiełbaska czosnkowa. Na szczęście lody i gofry nie dały rady. Dietetyk dopiero za tydzień. Teraz czas na detoks i na rzeczywistość. Brrrr

Urlop nr 2 czas zacząć

Oj będzie trudno z tym odchudzaniem następne 14 dni, wojna nabierze charakteru pozycyjnego. Pulpę ostrzeliwać będzie szereg mazurskich pokus w postaci smażonych pstrągów popijanych piwkiem, gofrów w Mikołajkach – z bitą śmietaną i jagodami, obowiązkowego punktu programu od lat, wypadów na zapiekankę do centrum Giżycka o drugiej w nocy, stosów chipsów i orzeszków podgryzanych wieczorową porą przez resztę załogi , która rżnie w pokera gdy progenitura wreszcie padnie ukołysana.

Pulpa uzbrojona jest po zęby: ma dietetyczne grzanki, dietetyczny dżem, suplementy, nawet zupę w proszku ma w razie wizji gotowania na jachcie.

O wojnie wiedzą już wszyscy, Pulpa bohatersko rozgłasza tę nowinę by nikomu nie przyszło do głowy namawianie Pulpy na jednego goferka, jednego loda i jedną pizzę.

Tarcza w postaci dopingującego męża, miecz w postaci siódemki na wadze, rewolwer w postaci obietnicy złożonej przed panią dietetyk, że przybędzie z urlopu o minimum kilogram chudsza.

Z taką pomocą musi wrócić Pulpa z tego urlopu niczym Marek Aureliusz, wypoczęta i w glorii chwały.

Sayonara!

bez tytułu, bo na tytuł jest zbyt zimno

czy to jest lipiec czy koniec października?

jak do cholery ciężkiej Pulpa ma zjadać tę lekką sałatkę i popijać wodą jak tu się powinno wrąbać chleba ze smalcem i zapić gorącą herbatą z cytryną i cukrem bo tak zimno, że oszaleć można?

Pulpa w tym roku kąpała się dwa razy, dwa, li i jedynie, kiedy normalnie pod koniec lipca miała już morza po dziurki w uszach.

Na zmianę pada, albo wieje, albo burza

Nowe sandały umierają w pudełku

Nowa sukienka jest na ramiączkach – na stos ją, i tak nie do założenia, chyba, że na golf wełniany

a zaraz będzie ukochany listopad w zasadzie

ale dół

Ostatnie 1257 porażek – cz. 2

Tak to Pulpa urządziła się w życiu z 3 dzieci i 30 kilogramowym bagażem. Wiecie jak jest na początku, człowiek nie wie w co ręce włożyć. Najstarsze zbuntowane, Średnie zazdrosne maksymalnie, Najmłodsze w powijakach, mąż w pracy po 12 godzin coby zarobić na tyle gąb. I tak zleciało kilkanaście miesięcy. Problem zaczął się robić poważny gdy Pulpa miała wrócić do pracy. Trudno bowiem iść do niej w dresach i ponczo, co stanowiło przez ten okres podstawową garderobę.

Pulpa zmuszona była zakupić kilkanaście sztuk garderoby w rozmiarze 46, w porywach do 48 bądź też XXL lub XXXL. Namiętnie wycinała po zakupie wszystkie metki, ale przecież sama siebie oszukać nie mogła.

Pomyślała wtedy po raz pierwszy, że nie da rady, nie udźwignie zrzucania balastu sama, jest za słaba na to.

Koleżanka podsunęła namiary na dietetyka. Czas oczekiwania na przyjęcie ponad 3 miesiące, ludzie zapisują się na listy rezerwowe. Po prostu dietetyk – czarodziej. A do tego w Sopocie, więc liczył sobie za wizytę zgodnie z cenami jakie obowiązują w kurortach. Czyli drrrrrrogo.

Pulpie nie wydał się specjalnie zainteresowany Pulpą, ani jakoś wyjątkowo miły, ani też motywujący. Ale zapłaciła słono, to przecież nie zrezygnuje. Dietetyk rozpisał szczegółowe diety, takie od A do Z. Najważniejszym sprzętem miała odtąd dla Pulpy stać się…waga kuchenna, na której ważone będą plasterki pomidora, papryki, kabanosa. Lista zakupów na każdy tydzień była niezmiernie szczegółowa. Już po 3 dniach Pulpę zaczęło irytować, że ma zjeść rano tylko i wyłącznie to co jej każą a nie to na co ma ochotę. Dietetyk twierdził, że nawet kolor papryki ma kolosalne znaczenie i nie można zamieniać żółtej i czerwonej. Na obiad zawsze sałatka a to z fasolką a to z camembertem znikomej ilości. Ileż można jeść zimną sałatkę? Pulpa znała odpowiedź po bodajże 3 tygodniach, tyle bowiem wytrzymała u dietetyka. Napisał on jej w odpowiedzi na maila, że Pulpa ma dość i  rezygnuje, wiadomość nieuprzejmą acz prawdziwą:  Pulpa nie ma silnej woli, oszukuje siebie, nie chce o siebie zadbać, nigdy nie wyjdzie z otyłości jak tak dalej pójdzie i ogólnie chujnia z grzybnią, jak mawia pewna Joanna.

Pulpa się obraziła na pana, na odchudzanie, na wagę elektroniczną oraz na kolorowe papryki. I dłuuuuugo, oj długo trwała w tym stanie.

W 2014 roku zapanowała jakaś moda na odchudzanie wśród Pulpowych koleżanek. Czy to syndrom wieku średniego, czy wiosna, cholera wie. O tym już Pulpa pisała, że nagle , jedna po drugiej, te u których miała wsparcie i zrozumienie, zaczęły się robić szczuplejsze i szczuplejsze. Na swoich wojnach wygrywały i rozprawiały się z tłuszczem – na dodatek racjonalnie i z dużymi efektami. Nie na jakiś dietach cud. Dobra, mówiła Pulpa, mają większą motywację, bo jedna ślub brała na ten przykład, druga zmieniała pracę, trzecia nic nie zmieniała i nie brała, ale jej też się udało. A Pulpa trwała.  I była coraz bardziej nieszczęśliwa, rozlazła, zniechęcona.

Światełko w tunelu pojawiło się w zeszłym roku w maju. Pulpa z koleżankami założyły sobie małe, prywatne forum, gdzie miały się szczerze wspierać , dopingować i przede wszystkim nie okłamywać siebie i innych. To forum dużo Pulpie dawało i daje, ale motywacji i tak nie było. Po drodze był jeszcze zryw na siłowni, ze dwie próby trzynastki, jeden dzień klonowania ( dieta płynna polegająca na piciu wody z cytryną i syropem klonowym,) jedno – nawet skuteczne oczyszczanie z postem Ewy Dąbrowskiej, z którego Pulpa nieumiejętnie wychodziła znów wracając do wagi wyjściowej, metoda Marii Błaszczyszn, próby biegania. Można wyliczać i wyliczać. Wszystko w zrywach kilku, kilkunastodniowych.

I nagle po kolei zaczęły siadać: kręgosłup, ciśnienie, kolana. Metodycznie organizm różnymi partiami oznajmiał: mam dosyć noszenia tej góry tłuszczu, strajkuję. Strajkował w najmniej odpowiednich momentach. Pulpa niby wiedziała, o co chodzi, ale udawała głuchą. Aż natrafiła na doktorka, co jej powiedział prosto z mostu: 20 kilo mniej i wszystko minie. Do pieca dorzucił jeszcze mąż, który zatęsknił nagle za dawną, energiczną, uśmiechniętą żoną. I to już chyba było to dno, z którego nareszcie można się odbić…

c.d.n.

Ostatnie 1257 porażek, czyli dlaczego nie wychodziło – cz. 1

Pulpa odchudza się odkąd pamięta. Zaczęła w szkole średniej, z tym, że wtedy do schudnięcia były 3 czy 4 kilogramy. One niknęły, potem wracały, wystarczyło nieznacznie pofolgować sobie na wakacjach na przykład.

Potem Pulpa się zakochała w mężu własnym i było jak w brazylijskiej telenoweli. Pulpa żyła miłością, ważyła 58 kilogramów, chodziła w mini spódniczkach i była szczęśliwa.

Następnie, w życiu Pulpy pojawiła się Najstarsza. A wraz z nią 10 kilogramów. Pulpa westchnęła i zajęła się dzieckiem. Macierzyństwo wciągnęło ją do tego stopnia, że dopiero po czterech latach spojrzała jakoś tak krytyczniej na swoje ciało i zabrała się ostro za odchudzanie. To chyba była era Montigniac’a. Tak, Michele rządził . Indeks glikemiczny w małym paluszku, gotowana marchewka największym wrogiem trzustki, chleb pełnoziarnisty, który 8 lat temu był towarem szerzej w polskich piekarniach nieznanym. Montigniac sobie z tłuszczem poradził. Pulpa nawet z przyjemnością patrzy na siebie w wersji młoda mama, w czerwonych spodniach w kratkę i obcisłej czarnej bluzeczce. Oczywiście, nie była to wersja Pulpy na bikini, bo taka wersja nigdy w bożych planach się nie pojawiła widocznie nigdy, ale była to wizualizacja do zaakceptowania przez samą zainteresowaną, z lekkim uśmiechem zadowolenia na dodatek.

I jak już Pulpa w tym zadowoleniu zdążyła się zadomowić, to się wepchała na świat Średnia. Przy Średniej wróciła dyszka od Najstarszej, plus kolejna, na drugą nóżkę, jak to mawiał mąż. Podsumowując Pulpa miała już 20 kilo balastu i z uśmiechem swoich zdjęć z tego czasu nie ogląda. Raczej na niewielu też jest, bo czym więcej kilogramów, tym Pulpa chętnie staje po drugiej stronie obiektywu.

Czas po Średniej przepełniony był dietami cud. Na pierwszy ogień szła sławetna 13-tka, zwana kopenhaską również. O ile pamięć Pulpy nie myli to podejść było ze cztery, porażek również tyle samo. Najdłużej Pulpa wytrzymała do dnia siódmego, gdzie jest jeden posiłek w postaci mięsa kurzego w śladowych ilościach oraz kubek czarnej kawy. Pulpa wtedy lekko zasłabła i 13-tka poszła w niebyt, po drodze rozregulowując Pulpie cudnie i tak już słaby metabolizm.

Potem była norweska. Ta z grejfprutami i jajkami. Nawet z 10 dni pociągnięta. Z cztery kilo poszło, z pięć wróciło.

Pulpa czytała i czytała wtedy wszelkie poradniki, internet przeczesywała, fora wszelakie. Dieta jogurtowa, monodieta jaglana, jajeczna, bananowa. Ach jeszcze niemal 400 zł wydane na dietę Cambridge. O tak, to był jeden z lepszych zakupów, bo po co na próbę kupić sobie tych proszkowanych zupek na dwa dni. Pulpa od razu zakupiła całość kuracji, po czym wypiła może ze 3 koktajle.

Zaprenumerowała sobie dwa czasopisma o odchudzaniu, zarejstrowała na kafeterii i na dieta.pl bo tam dużo Pulpopodobnych pisze, namiętnie oglądała zdjęcia metamorfoz i nawet już zaczęła od tego wszystkiego nieco chudnąć gdy….no tak. Gdy pojawił się Najmłodszy. A z nim? Co ? Zgadliście? Ależ tak. 10 dodatkowych kilogramów, których nie ruszyło roczne karmienie piersią, tak zachwalane w kwestii chudnięcia.

Pulpa pisząc to nagle zaczyna widzieć pewną prawidłowość, której wcześniej nie zauważała. Chudnięcie nieodmiennie wiązało się dotychczas z poczęciem. Czy 10 kilo mniej oznacza,  że trzeba lecieć do apteki po test?

cdn.