ho ho ho, Mikołaja szóstka nie przywita

pieprzony metabolizm

tyle Wam Pulpa powie

metabolizm co nie lubi węglowodanów, ani tłuszczu, co tylko by zieleninę jadł i zupę z kapusty

wtedy się reguluje a Pulpa chudnie

ale niech tylko kawałek razowca z masełkiem cieniutko, albo kawałeczek schabiku rakotwórczego w paniereczce

myk , pół kilo do przodu

a Pulpę nerw bierze, bo to już ciągle tak, na zawsze, always forever? Bat, cela, umartwianie, włosienica, za te 5 cm mniej w pasie

lodów Pulpa od pół roku nie jadła, bigosiku nic, a nic, zrazika w sosie omijała wzrokiem, paróweczek niet, kiełbaski czosnkowej gryz maleńki ze dwa razy

fasolka, kasza, rukola, pomidor, chudy serek, cukinia, bakłażan, pomidor, ogórek

i tak w kółko i tak w kółko

dobra, są efekty, ale wolno to idzie że zasnąć można, jeden centymetr to jak stąd do Tczewa , tyle się nabiegać trzeba, naużerać

szóstka będzie na 2016 dopiero, nie wcześniej, nie ma mowy, metabolizm mówi -NO!

a do tego Pulpa się urodziła w kraju zimnym i szarym, gdzie jest ciemno od 15.47 przez pół roku ( no dobra, przesadza), gdzie jest zimno, dżdżysto, wietrznie i gdzie się siedzi pod kocykiem z kubkiem herbaty z miodem albo sokiem malinowym wysokosłodzonym , pogryza pajdkę chlebka z kiełbasą i chrzanem. Listopad za pasem a Pulpa dzień w dzień na tym rowerze w tych świecących syntetykach do pracy i z pracy. Nawet czapkę musiała zakupić taką w której wygląda jak mocno opóźniona, ale jedyna pod kask się mieści. Wszystko ma odblaskowe, rękawiczki, spodnie, kurtkę. Pełen lidlowy profesjonalizm ( akurat był dzień rowerowy). I zamiast wieczorem pod ten koc to ona na power pump. Byliście kiedyś na power pump? Potem to tylko położyć się i czekać do wiosny, taki ból mięśni. A Pulpa na czworaka się zwleka z łóżka o szóstek pięć kolejnego ranka i znowu na ten rower w tych odblaskach. A potem trening funkcjonalny. Matkojedynajózefieświęty. Beret ma tak zryty że jak nie pójdzie to jest nieszczęśliwa. A książki nieprzeczytane leżą, razem z prasowaniem bo po power pump prasować się nie da, nawet jak matka od fląder wyzwie. A dzieci mówią, gdzie ty znowu idziesz mamo przecież jesteś piękna, chuda, nie zostawiaj nas. To Pulpa ten wyrzut sumienia na plecy i leci na godzinkę, a potem im czyta do 22 w ramach rekompensaty. I znowu koniec dnia, i ani grama pieprzonego mniej, chociaż Pulpa wie, że się ważyć wieczorem w ciuchach nie powinna

To się Pulpa odmeldowuje bo dziś Najmłodszy kończy 5 lat i będzie wielkie wspólne składanie nowych zestawów Lego. Nie wiadomo czy się dziś uda na godzinkę wyrodnej matce wyrwać, ale plan jest

O nie! Zastój z mojej winy i drobne oszustwa

u dietetyka waga pokazała zastój

drugi tydzień z rzędu

Pulpa doskonale wie dlaczego i w sumie jest wdzięczna tej wadze, że tylko zastój a nie dwa kilo na plusie

Pulpa jest zmęczona dietą

Chciałaby mieć ciastko i zjeść ciastko, a tak się przecież nie da

Wrócił na chwilę stary mechanizm myślenia – zjem dzisiaj , jutro odpokutuję, zrobię detoks na sokach, albo zjem dzisiaj, przełożę dietetyczkę o dwa dni

Wystarczy jeden grzeszek, jedno ustępstwo, żeby lawina kolejnych mogła się posypać

Do tego zimno i wody się nie chce pić , tylko herbatę z cytryną i z cukrem

Na szczęście ćwiczenia jakoś idą, choć nie tak często jakby Pulpa chciała. tak trudno wyrwać się wieczorem z domu, tyle rzeczy do zrobienia, lekcji do sprawdzenia, chętnych do porozmawiania, koszul do prasowania.

Dziś jednak Pulpa otrzaskała się po pysku. Przeczytała Gruszkę z fartuszka, co to blogowo się odchudza i to z jakim sukcesem, zobaczcie:

http://www.gruszkazfartuszka.pl/przed-i-po-czyli-jakie-cuda-potrafi-zdzialac-vella-shape-iii/

I mie może tak być, że Gruszka chudnie a Pulpa stoi w miejscu.

Umówiona z dietetyczką na dwa kilogramy udaje się Pulpa na Kretę. Pakuje leginsy i buty do biegania i będzie spalać, to co zje. Bo zje na pewno jakieś greckie pyszności.

Czasami jest tak cholernie trudno i tak bardzo brakuje motywacji, wiecie?

Spinning czyli pot i stroboskopy

W życiu swoim całym niemal 40 letnim Pulpa nie myślała, że pójdzie kiedyś na takie zajęcia jak spinning. Po pierwsze bo jej się nigdy nie chciało, po drugie bo to tylko dla osób z super kondycją, po trzecie to kretynizm jeździć na rowerkach do rytmu przez godzinę, nuda nie do wytrzymania.

Ale ponieważ tylko krowa nie zmienia poglądów, to Pulpa na spinning jak wiadomo poszła i idzie dziś znowu i chciałaby tu publicznie obalić wszystkie „przeciw” które dotąd miała w swej zalanej stereotypami głowie.

Po pierwsze teraz się Pulpie chce. Nie do uwierzenia to jest, ale wstała dzisiaj z myślą, że jest cudowny dzień bo pojedzie na rowerze do pracy, wróci na rowerze do pracy, a wieczorem pójdzie na spinning. I tak, to jest ciągle ta sama Pulpa, a jednak troszkę inna.

Po drugie, to jest dla osób z niezłą kondycją, której Pulpa nadal oczywiście nie posiada, ale idzie, a właściwie jedzie w jej kierunku. Nogi wytrzymują już niejeden podjazd, a niedawno omdlewały przy ledwie górce. Pulpa przygląda się swej kondycji z niedowierzaniem, bowiem zawsze wydawało jej się nieprawdopodobne, że jest w posiadaniu czegoś takiego jak kondycja i wydolność. Zawsze afiszowała się i stosowała wymówkę , że nie da rady, nie pojedzie, nie podskoczy, nie podbiegnie bo ma zero kondycji i zero wydolności. A one nagle są i rosną w siłę każdego dnia! I taki spinning jest nadal trudny, ale już nie poza zasięgiem. Pulpa sapie i poci się jak dzikie prosię, ale daje radę. To jest cudowne uczucie – dawać radę, walczyć ze swoim zmęczeniem i się nie poddawać.

Po trzecie, pewnie, ze przyjemniej jeździć normalnym rowerem po lesie i słuchać śpiewu ptaków i czuć wiatr we włosach. trudno to jednak robić o godzinie 21 , po ciemku, i jak leje deszcze np. A poza tym, nie łudźmy się, na zwykłym rowerze trudno osiągnąć taki wysiłek jak jest przy spinningu, takiego powera także. Głośna , rytmiczna muza, pokrzykujący pan, wybijający rytm i zachęcający okrzykami: dawaj mała, dasz radę ( to „mała” się Pulpie najbardziej podoba 🙂 ). Do tego te dyskotekowe światełka, raz zielone, raz czerwone, raz żółte. Pulpa jest tak nakręcona, że pedałuje jak wściekła,  nie zważając na kałużę potu u swych stóp. I smutno jej kiedy dojeżdża do mety, że to już koniec.

szary sweterek

jakiś malutki szczyt został zdobyty

to dopiero pierwszy, do korony daleko, ale wspiąć się na ten szczyt łatwo nie było

choć nie było też tak trudno jak się wydawało z perspektywy kanapy

teraz będzie i łatwiej i trudniej

łatwiej bo Pulpa już wie, że może i to jak – na spinningu jej bili brawo, że dała radę cały trening dla zaawansowanych wytrzymać i nie zeszła na zawał!!! Endorfiny szalały potem, ach, jutro powtórka!

trudniej, bo trzeba znowu zmniejszyć ilość kalorii i nie pobłażać sobie nic a nic a coraz częściej przychodzi ochota na czekoladę, na bułkę z masłem, na książkę pod kocykiem w ciemny wieczór zamiast bieganie na bieżni

wczoraj Pulpa natrafiła zupełnie przypadkiem na pewien szary sweterek, rozmiar M/L. Leżał sobie zapomniany od lat wielu w kąciku szafy. Pulpa pamięta jak go kiedyś lubiła. A potem upchnęła w kąt bo nie dało się na siebie patrzeć, obciskał ciało niczym bielizna termiczna

i nagle ten sweterek jest dobry

leży świetnie

dzisiaj na Pulpie w pracy zwrócił nawet uwagę koleżanki, że taki ładny, czy to z nowej kolekcji

sweterek made my day

Trudno znaleźć jakieś słowa, milczeć jeszcze trudniej

http://www.zetchilli.pl/Kultura/Swiat/Artysci-poruszeni-tragedia-syryjskiego-chlopca/%28tag%29

Jacyś ludzie w ucieczce przed jakimiś ludźmi.
W jakimś kraju pod słońcem
i niektórymi chmurami.

Zostawiają za sobą jakieś swoje wszystko,
obsiane pola, jakieś kury, psy,
lusterka, w których właśnie przegląda się ogień.

Mają na plecach dzbanki i tobołki,
im bardziej puste, tym z dnia na dzień cięższe.

Odbywa się po cichu czyjeś ustawanie,
a w zgiełku czyjeś komuś chleba wydzieranie
i czyjeś martwym dzieckiem potrząsanie.

Przed nimi jakaś wciąż nie tędy droga,
nie ten, co trzeba most
nad rzeką dziwnie różową.
Dokoła jakieś strzały, raz bliżej, raz dalej,
w górze samolot trochę kołujący.

Przydałaby się jakaś niewidzialność,
jakaś bura kamienność,
a jeszcze lepiej niebyłość
na pewien krótki czas albo i długi.

Coś jeszcze się wydarzy, tylko gdzie i co.
Ktoś wyjdzie im naprzeciw, tylko kiedy, kto,
w ilu postaciach i w jakich zamiarach.
Jeśli będzie miał wybór,
może nie zechce być wrogiem
i pozostawi ich przy jakimś życiu.

Po co wydawać 150 zł tygodniowo czyli Pulpa u dietetyka

Dietetyk jest młodą panią koło 30 tki, w rozmiarze 34 i perfekcyjnym makijażu. Nie spędza z Pulpą więcej niż kwadrans tygodniowo. Nie jest jakąś specjalną osobowością, nie mówi niczego o czym Pulpa by do tej pory nie wiedziała, nie motywuje specjalną techniką, nie nagradza ani nie karze, nie przeprowadza szerokiej analizy psychologicznej.

Spotkanie przebiega mnie więcej tak – Pulpa wchodzi cała w emocjach a pani dietetyk ze świeżą, czerwonokrwistą szminką na ustach pyta zawsze tak samo:

-i jak minął tydzień? dużo grzeszków było pani Pulpo?

Pulpa się zaklina, że nie, że był grzecznie bardzo ( bo z reguły było, powiedzmy sobie ) i się rozbiera. Wiecie, to rozbieranie teraz idzie już łatwo, ale nie jest tak prosto stanąć po raz pierwszy czy drugi przed taką panią dietetyk z ciałem doskonałym, gdy ona mierzy, ściska i potrząsa mówiąc do słuchu to i owo.

W samej bieliźnie Pulpa zalicza ważenie, które trochę trwa bo najpierw jest waga tradycyjna, potem elektroniczne cudo, które mierzy m.in.ulubiony wskaźnik – poziom tłuszczu w organizmie, potem jest mierzenie uda, biodra i talii ( ptfu, opony raczej).

Następnie pani dietetyk analizuje wszystko i komputer wypluwa kolejną dietę na kolejny tydzień.

Potem następuje zakup suplementów, umówienie się na następną wizytę i znamienne:

-bardzo ładnie Pani Pulpo, pięknie Pani walczy, byle tak dalej

Pulpa wyskakuje w tym momencie ze 150 zł i jak na skrzydłach wychodzi od Pani dietetyk po nagrodę. Bo można – albo gałkę lodów, albo kostkę gorzkiej czekolady, albo na przykład bułeczkę małą.

Impreza odchudzająca kosztuje wiec koło 600 zł miesięcznie. Do tego kolejny zakupiony karnet na siłownię, ale tym razem miesięczny, nie roczny bo Pulpa jednak przewiduje słabość swego charakteru i zbiera się całkiem niezła sumka.

O dziwo, Pulpie nic a nic nie żal tych pieniędzy. Traktuje je jako dobrą inwestycję. Jeśli pani dietetyk tym jednym zdaniem potrafi Pulpę cały tydzień utrzymać w ryzach, to Pulpa  sowicie to opłaci,bo to jest cud po prostu. Cud i koniec.

Magiczna cyfra 7

Po wakacjach Pulpa musiała się zebrać. W karby znaczy. W kierat. A nie był łatwo, oj nie było. Po pierwsze trzeba było stanąć do garów bo już nikt obiadku nie chciał podać, śniadanka tym bardziej. Na szczęście w nowiuteńkiej kuchni gotuje się jakby milej niż w poprzedniej, chociaż funkcjonalna to ona nie jest zupełnie. Jakby komuś kiedyś przyszło do głowy kupować olejowany blat drewniany do celów kuchenno –  użytecznych, to niech najpierw wpadnie do Pulpy. Najlepiej w trakcie awantury o postawienie na blacie kubka z ciepłą herbatą, co jest akurat odruchem wszystkich w Pulpiej gromadzie, albo nie daj panie boże,  garnka z gorącą zupą, barszczem najlepiej. Na takim blacie zostają kółka, które nie znikają. By znikły trzeba blat zetrzeć papierem ściernym, odkurzyć, zaolejować i wypolerować. Pulpa olejowała już 7 razy. Przekleństwa słyszane były zapewne na końcu osiedla. A ile kalorii spaliła przy ścieraniu papierem ściernym. Łoho. Nie ma to jak sobie dodać problemów. Albo jakby ktoś chciał sobie wstawić zmywarkę obok zlewu, tak, że jak się ją otworzy to nie można z tego zlewu wyjąć brudnych naczyń – zapraszamy serdecznie.  Albo jakby ktoś chciał jaśniuteńkie kafle na podłogę sobie położyć – krzywo jak cholera  i  z fugą perłową to radzimy zobaczyć, jak wyglądają po 3 tygodniach użytkowania – wpadajcie, welcome!

Wracając do karbów i kieratów. Poza gotowaniem, praniem i sprzątaniem, trzeba było wyprowadzić dzieci.Z błędów kilku wyprowadzić.

Błąd pierwszy polegał na tym, że po dwóch tygodniach latania od rana do nocy, na boso i na brudno, w gromadzie dwanaściorga podobnych, wielka trójka żądała kontynuacji w domostwie. Z samego rana Najmłodszy chciał się iść kąpać do jeziora, Średnia zaprosić koleżanki, Najstarsza jechać na plażę. Trudno też było z założeniem butów pełnych, krytych, których to wymaga nawierzchnia osiedlowa oraz z faktem codziennych kąpieli w wannie z szorowaniem włącznie, zamiast jeziornych ablucji i szlaucha.

Błąd drugi polegał na tym, że wielka trójka przestawiła sobie dobę z 8- 20 na 9.30 – 23 co oznaczało , że Pulpa wracając z pracy ma dzieci non stop, aż do padnięcia na twarz. Dzieci z niespożytą wakacyjną energią. Dzieci pozbawione obowiązków, zajęć dodatkowych, klasówek i innych kajdan pozwalających na upchnięcie ich przy biurkach, tudzież w przybytkach edukacyjnych i zażycia chociaż godziny względnego relaksu. Mimo, iż od powrotu minął już ponad tydzień, wyprowadzanie z błędu trwa nadal. Wczoraj na ten przykład, poszły spać o 22.30. Pulpa o 22.45, po przeczytaniu jednego rozdziału. 52 book challange można sobie odłożyć na półkę zadań z serii Mission Impossible.

Błąd trzeci polegał na tym, że rozrywek będzie tyle co na wyjazdach, a czas wypełniony po brzegi beztroską zabawą i innymi dziećmi. Po 15 dniach spędzonych wśród 12 dzieci i 24 dorosłych, co  było bardzo miłym, bezsprzecznie przeżyciem, jednak wystarczającym czasowo, Pulpa odmówiła zapraszania koleżanek do domu w ilości hurtowej. Jedna na głowę i to bez nakładania się. Mogą sobie grafik ustalić. Nie ustaliły, więc koleżanek w domostwie brak. Alleluja. I się nudzą. Nudząąąąą. Nuuuudząąąąąąą. O matko jedyna jak się nudzą, a jak kłócą w tej nudzie, a jak żądają kina, Loopies Worlda, plaży, trampolin, gości, lodów, zakupów na wyprzedażach. A Pulpa nic. Ani drgnie. Podobno dzieci muszą się trochę ponudzić, żeby były kreatywne. Ach ile to czekanie na kreatywność kosztuje Pulpę nerwów, to niech nikt nie pyta nawet.

no!

Dobrze, że w pracy można odpocząć i pomyśleć. Na przykład o tym co się kupi już za chwileczkę, next week miejmy nadzieję, kiedy ugruntowana pozycja siódemki jako pierwszej z lewej na wadze zostanie przypieczętowana przez panią dietetyk. Pulpa w te pędy zamierza wtedy lecieć do sklepu. Ma już tyle typów, że nie wie co wybrać. Serio. Bo po pierwsze są to rzeczy których od dawna nie kupowała typu spódnica, sukienka czy bluzka. Po drugie muszą być one na tyle uniwersalne, żeby je nosić również wtedy gdy na przykład pozycję siódemki zajmie szóstka. Jakoś tak Pulpa zaczyna wierzyć, ze jest to bardziej realne niż przeczytanie 52 książek w ciągu roku.

Rower w użyciu non stop – jak Pulpa mogła go nie lubić tego się nie da pojąć.

Ciało Pulpy zostało zapisane na spinning, od września kiedy to mąż zjedzie wreszcie z Mazur i zacznie pełnić funkcje rodzinne a nie tylko zarobkowe.

Nawet jogurt naturalny Pulpa polubiła. Serio, smakuje jej! To jeszcze dziwniejsze niż miłość do roweru, bo jogurt naturalny był na liście top ten obrzydlistw, zaraz po czerninie i cykorii. A teraz pychota! Wiadomo, na bezrybiu i rak ryba.

I tym mądrym przysłowiem kończąc Pulpa oddala się na rowerze, pod górkę, w stronę swej ślicznej, niefunkcjonalnej kuchni, gotować leczo, pucować blat i myć kafelki. A potem może jednak na tę plażę z tymi dziećmi. Jak myślicie?