bez tytułu, bo na tytuł jest zbyt zimno

czy to jest lipiec czy koniec października?

jak do cholery ciężkiej Pulpa ma zjadać tę lekką sałatkę i popijać wodą jak tu się powinno wrąbać chleba ze smalcem i zapić gorącą herbatą z cytryną i cukrem bo tak zimno, że oszaleć można?

Pulpa w tym roku kąpała się dwa razy, dwa, li i jedynie, kiedy normalnie pod koniec lipca miała już morza po dziurki w uszach.

Na zmianę pada, albo wieje, albo burza

Nowe sandały umierają w pudełku

Nowa sukienka jest na ramiączkach – na stos ją, i tak nie do założenia, chyba, że na golf wełniany

a zaraz będzie ukochany listopad w zasadzie

ale dół

Ostatnie 1257 porażek – cz. 2

Tak to Pulpa urządziła się w życiu z 3 dzieci i 30 kilogramowym bagażem. Wiecie jak jest na początku, człowiek nie wie w co ręce włożyć. Najstarsze zbuntowane, Średnie zazdrosne maksymalnie, Najmłodsze w powijakach, mąż w pracy po 12 godzin coby zarobić na tyle gąb. I tak zleciało kilkanaście miesięcy. Problem zaczął się robić poważny gdy Pulpa miała wrócić do pracy. Trudno bowiem iść do niej w dresach i ponczo, co stanowiło przez ten okres podstawową garderobę.

Pulpa zmuszona była zakupić kilkanaście sztuk garderoby w rozmiarze 46, w porywach do 48 bądź też XXL lub XXXL. Namiętnie wycinała po zakupie wszystkie metki, ale przecież sama siebie oszukać nie mogła.

Pomyślała wtedy po raz pierwszy, że nie da rady, nie udźwignie zrzucania balastu sama, jest za słaba na to.

Koleżanka podsunęła namiary na dietetyka. Czas oczekiwania na przyjęcie ponad 3 miesiące, ludzie zapisują się na listy rezerwowe. Po prostu dietetyk – czarodziej. A do tego w Sopocie, więc liczył sobie za wizytę zgodnie z cenami jakie obowiązują w kurortach. Czyli drrrrrrogo.

Pulpie nie wydał się specjalnie zainteresowany Pulpą, ani jakoś wyjątkowo miły, ani też motywujący. Ale zapłaciła słono, to przecież nie zrezygnuje. Dietetyk rozpisał szczegółowe diety, takie od A do Z. Najważniejszym sprzętem miała odtąd dla Pulpy stać się…waga kuchenna, na której ważone będą plasterki pomidora, papryki, kabanosa. Lista zakupów na każdy tydzień była niezmiernie szczegółowa. Już po 3 dniach Pulpę zaczęło irytować, że ma zjeść rano tylko i wyłącznie to co jej każą a nie to na co ma ochotę. Dietetyk twierdził, że nawet kolor papryki ma kolosalne znaczenie i nie można zamieniać żółtej i czerwonej. Na obiad zawsze sałatka a to z fasolką a to z camembertem znikomej ilości. Ileż można jeść zimną sałatkę? Pulpa znała odpowiedź po bodajże 3 tygodniach, tyle bowiem wytrzymała u dietetyka. Napisał on jej w odpowiedzi na maila, że Pulpa ma dość i  rezygnuje, wiadomość nieuprzejmą acz prawdziwą:  Pulpa nie ma silnej woli, oszukuje siebie, nie chce o siebie zadbać, nigdy nie wyjdzie z otyłości jak tak dalej pójdzie i ogólnie chujnia z grzybnią, jak mawia pewna Joanna.

Pulpa się obraziła na pana, na odchudzanie, na wagę elektroniczną oraz na kolorowe papryki. I dłuuuuugo, oj długo trwała w tym stanie.

W 2014 roku zapanowała jakaś moda na odchudzanie wśród Pulpowych koleżanek. Czy to syndrom wieku średniego, czy wiosna, cholera wie. O tym już Pulpa pisała, że nagle , jedna po drugiej, te u których miała wsparcie i zrozumienie, zaczęły się robić szczuplejsze i szczuplejsze. Na swoich wojnach wygrywały i rozprawiały się z tłuszczem – na dodatek racjonalnie i z dużymi efektami. Nie na jakiś dietach cud. Dobra, mówiła Pulpa, mają większą motywację, bo jedna ślub brała na ten przykład, druga zmieniała pracę, trzecia nic nie zmieniała i nie brała, ale jej też się udało. A Pulpa trwała.  I była coraz bardziej nieszczęśliwa, rozlazła, zniechęcona.

Światełko w tunelu pojawiło się w zeszłym roku w maju. Pulpa z koleżankami założyły sobie małe, prywatne forum, gdzie miały się szczerze wspierać , dopingować i przede wszystkim nie okłamywać siebie i innych. To forum dużo Pulpie dawało i daje, ale motywacji i tak nie było. Po drodze był jeszcze zryw na siłowni, ze dwie próby trzynastki, jeden dzień klonowania ( dieta płynna polegająca na piciu wody z cytryną i syropem klonowym,) jedno – nawet skuteczne oczyszczanie z postem Ewy Dąbrowskiej, z którego Pulpa nieumiejętnie wychodziła znów wracając do wagi wyjściowej, metoda Marii Błaszczyszn, próby biegania. Można wyliczać i wyliczać. Wszystko w zrywach kilku, kilkunastodniowych.

I nagle po kolei zaczęły siadać: kręgosłup, ciśnienie, kolana. Metodycznie organizm różnymi partiami oznajmiał: mam dosyć noszenia tej góry tłuszczu, strajkuję. Strajkował w najmniej odpowiednich momentach. Pulpa niby wiedziała, o co chodzi, ale udawała głuchą. Aż natrafiła na doktorka, co jej powiedział prosto z mostu: 20 kilo mniej i wszystko minie. Do pieca dorzucił jeszcze mąż, który zatęsknił nagle za dawną, energiczną, uśmiechniętą żoną. I to już chyba było to dno, z którego nareszcie można się odbić…

c.d.n.

Ostatnie 1257 porażek, czyli dlaczego nie wychodziło – cz. 1

Pulpa odchudza się odkąd pamięta. Zaczęła w szkole średniej, z tym, że wtedy do schudnięcia były 3 czy 4 kilogramy. One niknęły, potem wracały, wystarczyło nieznacznie pofolgować sobie na wakacjach na przykład.

Potem Pulpa się zakochała w mężu własnym i było jak w brazylijskiej telenoweli. Pulpa żyła miłością, ważyła 58 kilogramów, chodziła w mini spódniczkach i była szczęśliwa.

Następnie, w życiu Pulpy pojawiła się Najstarsza. A wraz z nią 10 kilogramów. Pulpa westchnęła i zajęła się dzieckiem. Macierzyństwo wciągnęło ją do tego stopnia, że dopiero po czterech latach spojrzała jakoś tak krytyczniej na swoje ciało i zabrała się ostro za odchudzanie. To chyba była era Montigniac’a. Tak, Michele rządził . Indeks glikemiczny w małym paluszku, gotowana marchewka największym wrogiem trzustki, chleb pełnoziarnisty, który 8 lat temu był towarem szerzej w polskich piekarniach nieznanym. Montigniac sobie z tłuszczem poradził. Pulpa nawet z przyjemnością patrzy na siebie w wersji młoda mama, w czerwonych spodniach w kratkę i obcisłej czarnej bluzeczce. Oczywiście, nie była to wersja Pulpy na bikini, bo taka wersja nigdy w bożych planach się nie pojawiła widocznie nigdy, ale była to wizualizacja do zaakceptowania przez samą zainteresowaną, z lekkim uśmiechem zadowolenia na dodatek.

I jak już Pulpa w tym zadowoleniu zdążyła się zadomowić, to się wepchała na świat Średnia. Przy Średniej wróciła dyszka od Najstarszej, plus kolejna, na drugą nóżkę, jak to mawiał mąż. Podsumowując Pulpa miała już 20 kilo balastu i z uśmiechem swoich zdjęć z tego czasu nie ogląda. Raczej na niewielu też jest, bo czym więcej kilogramów, tym Pulpa chętnie staje po drugiej stronie obiektywu.

Czas po Średniej przepełniony był dietami cud. Na pierwszy ogień szła sławetna 13-tka, zwana kopenhaską również. O ile pamięć Pulpy nie myli to podejść było ze cztery, porażek również tyle samo. Najdłużej Pulpa wytrzymała do dnia siódmego, gdzie jest jeden posiłek w postaci mięsa kurzego w śladowych ilościach oraz kubek czarnej kawy. Pulpa wtedy lekko zasłabła i 13-tka poszła w niebyt, po drodze rozregulowując Pulpie cudnie i tak już słaby metabolizm.

Potem była norweska. Ta z grejfprutami i jajkami. Nawet z 10 dni pociągnięta. Z cztery kilo poszło, z pięć wróciło.

Pulpa czytała i czytała wtedy wszelkie poradniki, internet przeczesywała, fora wszelakie. Dieta jogurtowa, monodieta jaglana, jajeczna, bananowa. Ach jeszcze niemal 400 zł wydane na dietę Cambridge. O tak, to był jeden z lepszych zakupów, bo po co na próbę kupić sobie tych proszkowanych zupek na dwa dni. Pulpa od razu zakupiła całość kuracji, po czym wypiła może ze 3 koktajle.

Zaprenumerowała sobie dwa czasopisma o odchudzaniu, zarejstrowała na kafeterii i na dieta.pl bo tam dużo Pulpopodobnych pisze, namiętnie oglądała zdjęcia metamorfoz i nawet już zaczęła od tego wszystkiego nieco chudnąć gdy….no tak. Gdy pojawił się Najmłodszy. A z nim? Co ? Zgadliście? Ależ tak. 10 dodatkowych kilogramów, których nie ruszyło roczne karmienie piersią, tak zachwalane w kwestii chudnięcia.

Pulpa pisząc to nagle zaczyna widzieć pewną prawidłowość, której wcześniej nie zauważała. Chudnięcie nieodmiennie wiązało się dotychczas z poczęciem. Czy 10 kilo mniej oznacza,  że trzeba lecieć do apteki po test?

cdn.

Kiedy rośnie apetyt…na chudnięcie

10 kilo spadło. To fakt. Najbardziej wdzięczne są nogi – przestały puchnąć. Nadciśnienie też nie szaleje. Kręgosłup odżył i z wdzięczności, że nie nosi tylu ciężarów przestał łupać porannie.

Pulpa się cieszyła tą dychą równo dwa dni. W euforii była, apetyt jej odebrało, trosk odjęło. Jeszcze dwa miesiące temu 10 kilo było szczytem Broad Peak. A teraz to Gubałówka, na którą po prostu się wbiegło.

Ale minął tydzień, jeden, potem drugi. Połowa trzeciego jest, a 10 kilo ani drgnie. Przyssało się do Pulpy i siedzi i za nic nie chce miejsca ustąpić 11-tce, która dawno już według dietetyczki nadejść powinna i to w podskokach.

może to wina czereśni? słodkie takie, jędrne, bordowe

Pulpa obok tylu już rzeczy przechodzi obojętnie, a obok czereśni nie może. I zjada michę na drugie śniadanie. Na szczęście czereśnie się kończą.

może to ten kabanos, poza rozpiską i wszelkimi zaleceniami dietetycznymi, zjedzony w pośpiechu, bez zastanowienia

może dwie latte ( na chudym mleku) wypite podczas babskiego wieczoru

cokolwiek to jest, przyprawia Pulpę o wściekłość, bo jak tak dalej pójdzie to się Pulpie odechce, motywacja zjedzie po równi pochyłej, pączek, kanapka 0 22, łyk coli, dwa wieczory na kanapie i zanim się Pulpa obejrzy….

ptfu, ptfu, przez lewe ramię, odpukać w niemalowane, nie dać się , nie dać się

poza rozpiską i uwagami dietetyka Pulpa od dziś wprowadza:

-brzuszki wieczorową porą

– dodatkowy litr wody

– jedzenie do 17-tej, potem niech sobie kiszki marsza grają i poloneza

11 tko – przyjdziesz, choćby Cię miała Pulpa za włosy przyciągnąć !!!

Spotkania

Pulpa spotkała dwie dawno niewidziane koleżanki. Obie wiedzące, że Pulpa na wojnie i w końcu wyszła z okopów i walka trwa. Koleżanki też z tych walczących raczej, nie z tych co czekoladę bezkarnie o 23 mogą wrąbać i tylko się oblizać i iść spać, a rano na wadze pół kilo mniej.
Koleżanka nr 1 spotyka Pulpę i z niekłamanym zachwytem zaczyna od tego od czego dobra koleżanka zacząć w takiej sytuacji powinna : matko, Pulpa, jak Ty schudłaś niesamowicie, brzuch Ci zjechał , fantastyczna różnica, byle tak dalej. Gratuluję i zazdroszczę. Jak to zrobiłaś? Jakaś nowa dieta?

Pulpa zadowolona pozwalała się oglądać z każdej strony i z dumą opowiadała co i jak.

Następnego dnia odbyło się kolejne spotkanie. Koleżanka nr 2 też jest na diecie, u dietetyczki zostawia 100 zł tygodniowo, ale jakoś jej nie idzie bo przez 1,5 miesiąca 2 kilo ledwie schudła. Bywa.Nie ten czas widocznie. Koleżanka nr 2 na spotkaniu z Pulpą obrzuciła ją wzrokiem , otaksowała z góry do dołu i zaczęła opowiadać jaki fantastyczny kostium plażowy zakupiła na przecenie oraz jakie balerinki.
Pulpa , licząca na zachwyty, trochę posmutniała,nie na długo jednak. Koleżanka w kawiarni zamówiła latte i ciastko, a Pulpa espresso z chudym mlekiem. I w kocu koleżanka pękła, kwitując tę sytuację: Co się stało z tą Twoja słabą wolą Pulpa?

Jak to co – silna się zrobiła po prostu:-)

Najpiękniejsze

Najpiękniejsze w chudnięciu ?
– jeansy w rozmiarze 40, z Bonprixu wprawdzie, dla rozłożystych Niemek szyte, ale jednak 40-tki
– bluzka wyciągnięta z szafy, zapomniana dawno, porzucona, co się w biuście rozchodziła na cztery strony świata, a nagle jak ulał leży z każdej strony
– spódniczka kupiona dwa lata temu, nigdy nie ubrana, teraz założona ot tak, bez wahania, lekko opadająca w pasie
– komplement od mamy, szczery, niewymuszony, z samego serca
– kolejny aktywny wieczór i radość zmęczona kiedy ściera się pot z czoła
-letnia sukienka, którą mąż zauważył jakby była co najmniej ze złota
– satysfakcja z niezjedzonego deseru
– niekłamany zachwyt Średniej – mamo wyglądasz dzisiaj tak pięknie

Zapisać te chwile, zapamiętać, nauczyć na pamięć, schować na czarną godzinę, kiedy przyjdzie kryzys. Bo przyjdzie, już czuć jego złowrogi stukot, przemarsz smutku i zmęczenia, armia pokus, depresja w okopach. Nie dać się , przetrwać, walczyć, zacisnąć pięści.

Na dobranoc, na ukojenie:

Pyrrusowe zwycięstwo

– być tydzień na urlopie w cudownym miejscu gdzie dwa kuchenne anioły gotują codziennie potrawy, które są ambrozją dla Twojego podniebienia, i serwują je w pięknie przybranych półmiskach z pełnym komentarzem słownym zachęcającym do spożycia

– snuć się przez tydzień, dzień w dzień po Kazimierzowskim rynku, kupować dzieciom lody i maślane koguciki, sorbety i owocowe koktajle, siadać w kafejkach, patrzeć na przechodniów, czuć zapach kawy i wina

-podróżować cały dzień samochodem ponad 900 kilometrów z trójką wymęczonych małolatów chrupiących coś nudów na okrągło

-zrobić te wszystkie rzeczy na urlopie
i nie złamać diety ani razu

-wrócić do domu i dostać z każdej strony w pysk złymi wiadomościami, bez zapowiedzi, bez ostrzeżenia

– i nie siąść , rycząc w głos ze stosem kanapek i całą czekoladą z okienkiem, kiedy dzieci zasną by chociaż trochę zajeść doła, tylko wziąć chłodny prysznic i wtulić głowę w poduszkę bez kolacji

a nazajutrz

wejść na wagę i stwierdzić, że mimo tych wszystkich wyrzeczeń przez ten cały czas schudło się tyle co kot napłakał

%%$&*^&^^%&))(* jego mać