Rozejm

Na wojnie rozejm. Pulpa wywiesiła białą flagę ( na czas remontu), a ponieważ harowała fizycznie jak tur przez ostatnie dni to i zjadła mniej. Waga też wywiesiła białą flagę, wskazówka sobie stoi tam gdzie stała. I jakoś tak w obliczu prawdziwych wojen tuż za granicami, nie chce się machać nawet wirtualną szabelką.

A poza tym wiosna. I Pulpa to czuje w sobie. Radość jest. A radości nie trzeba zajadać.

 

Co w szafie piszczy

Pulpa właśnie wróciła z warsztatów o tym jak się ubierać, malować i dbać o siebie. Wróciła i siedzi i myśli nad własną szafą w której jest pełno wszystkiego i jednocześnie nic w niej nie ma.

Pulpa ma mnóstwo rzeczy. Najwięcej w wielkich kartonach. To są rzeczy w rozmiarze 38. Są tam krótkie spódniczki, obcisłe bluzeczki z dużym dekoltem, małe czarne, kuse marynareczki, dopasowane jeansy. Schowane zostały pieczołowicie do tych kartonów dokładnie 12 lat temu, kiedy Pulpa zobaczyła dwie kreski na teście ciążowym i zaczęła tyć. Najpierw radośnie, bo to przecież pierwsza ciąża, w ciąży można sobie pozwolić, trzeba jeść, jedz  jak jesteś głodna, jedz, nie żałuj sobie, dziecko tego potrzebuje, weź więcej ziemniaczków, nie zapominaj o mięsku,więc jadła, jadła i rosła. A potem z Najstarszą na ręku została z jedną bluzką i ciążowymi spodniami, bo tylko w te wchodziła. Ale rzeczy Pulpa nie chciała wyrzucać, bo przecież wszystkie koleżanki wróciły do figury sprzed ciąży, wszystkie psia mać jak jeden mąż. Tylko nie Pulpa.

Raz, jeden jedyny raz , kiedy była wyjątkowo sama w domu ( luksus porównywalny z zakupieniem sobie Mybacha ) wytargała ze strychu te pudła z zamiarem oddania ubrań biednym i zrobienia miejsca w ciasnej garderobie. Dobrze, że nie było wtedy świadków, bo pożegnanie siebie sprzed lat bywa trudne. Najbardziej płakała Pulpa nad letnią sukienką w rozmiarze 38, która widziała niejeden zakątek Europy, i była już wytarta i pocerowana ( pieczołowicie, przez niemęża jeszcze wtedy, który też tę sukienkę lubił, a najbardziej lubił Pulpę w wersji sukienkowej, na marokańskiej plaży) i która Pulpie jakoś tak dobitnie pokazała czego już nie ma i nigdy nie będzie. A potem spakowała te rzeczy do kartonowych trumien, włożyła tam swoje zdjęcie sprzed lat, zakleiła je taśmą i wtargała z powrotem do garderoby, w najdalszy kąt. Nie umie ich jakoś rozdać. Może kiedyś pokaże tę sukienkę Najstarszej, jak ona będzie wyruszać w swoją podróż….

Druga część ciuchów leży na dolnych półkach szafy – to są tzw przydasie. Przydasie są zazwyczaj za małe ( 80%) ale nie tak, żeby nie mieć nadziei kiedyś się w nie znowu wcisnąć. Albo za duże , które lepiej trzymać gdyby się miało przytyć. Albo niemodne, ale kto wie co się znowu modnym stanie. Albo są szorskie i uwierają , ale może przestaną jak je ząb czasu nadgryzie. Przydasiów jest tyle, że się już nie mieszczą i zrobiły desant na szafy dzieci. Najgorsze w przydasiach jest to, że Pulpa o nich zapomina. Ostatnio zimową porą potrzebny był jej ciepły golfik. Szukała po sklepach długo, wydała na golfik sporo pieniędzy i przyszła ucieszona zakupem do domu. Wkładając golfik do szafy przypomniała sobie nagle, ze podobny chyba już kiedyś kupiła. Przetrząsnąwszy półkę z przydasiami znalazła golf niemal identyczny, oraz drugi, podobny, tylko w innym kolorze.

Trzecia część ubrań to ubrania które teraz Pulpa nosi. Nosi ale nie znosi.Bo są w rozmiarze, którego Pulpa nie akceptuje. Ponieważ , jak już wcześniej było powiedziane, Pulpa jest mistrzem w okłamywaniu samej siebie, na rozmiar też znalazła sposób. Po prostu wycina metki. XXL i 46 lądują natychmiast po zakupie pod ostrzem nożyczek. W szafie wiszą same bezmetkowce, najczęściej w kształcie workowatym. Smutne czarne swetry, smutne szare bluzki, rozpaczliwie bezkształtne brązowe tuniki. Zaplątał się tam jeden różowy sweterek, który Pulpa kupiła trzy kilo temu i nawet komplementy usłyszała, ale teraz go już nie umie założyć, bo natychmiast czuje się jak różowy wieprz. W szafie nie ma żadnej sukienki, są dwie spódnice ubierane w rozpaczy na konferencje i inne tego typu wydarzenia, na których Pulpa cierpi katusze dress code’u.

Czasami Pulpa wybywa na shopping z zamiarem kupienia sobie kilku fajnych ciuchów.  W końcu ogląda wszelkie programy o metamorfozach , jak z kaczątka zrobić łabędzia, oraz jak się dobrze ubrać będąc puszystym ( czyt. otyłym). A potem wraca do domu z siatkami, a w nich ma fajną koszulę dla męża, super wąskie rurki dla Najstarszej ( jak cudownie, że odziedziczyła figurę po tatusiu), bluzeczkę dla Średniej i samochodzik dla Najmłodszego. Dla siebie ma co najwyżej buty i kolczyki, albo t- hirt. Czarny.

Z dzisiejszych warsztatów Pulpa dowiedziała się, że każda a, absolutnie każda kobieta powinna mieć w swojej szafie niezbędny zestaw ubrań. Bez niego ani rusz.

oto on:

1. Dwa kostiumy eleganckie, jeden w wersji marynarka ze spodniami, drugi żakiet ze spódnicą – brak

2. Mała czarna – brak

3. Doskonale skrojony trencz- brak

4. Biała dopasowana koszula – brak

 

5. jeansy – hurra, są nawet trzy pary

6.Gorset – brak

7 Kardigan oraz bliźniak – są są, czarne ale są

8. koronkowa bielizna – no jest, ale tak gryzie, o matko, nie do wytrzymania, zwłaszcza majtki. Pulpa najlepiej lubi duże, bawełniane, ale ciiiiii

9. szpilki – a mogą być balerinki, proszęęęęee

Wynik słaby, delikatnie mówiąc

Warsztat zatytułowany był „Co w szafie piszczy”. W szafie Pulpy piszczy bieda….

Zanim rozpocznie się bieg

A może dzisiaj nie, bo jest tyle prasowania

A może dzisiaj nie, bo trzeba dzieciom sprawdzić jeszcze lekcje i przygotować jedzenie na jutro a już tak późno

A może dzisiaj tylko gorąca długa kąpiel i sen

A na dworze jest zimno i ciemno, i wieje na dodatek

I kolano dzisiaj boli bardziej

Tak się nie chce , że Pulpa jest w stanie zrobić wszystko by przeciągnąć ten moment ubrania butów, wciągnięcia spodni i pobiegnięcia w ciemną noc.

Ale nad Pulpą czuwa ostatnio cerber mąż i pogania. Zostaw, pozmywam, zostaw, poczytam dzieciom, jak wrócisz to przygotuję Ci kąpiel. Idź już biegać.

I kiedy już nie ma żadnych wymówek, Pulpa z głębokim westchnieniem przywdziewa swój profesjonalny strój i zaczyna biec.

Pierwsze dziesięć minut jeszcze pełne znudzenia i pragnień domowych pieleszy. Później coraz lepiej, szybciej, oddech staje się regularniejszy, ciało wpada w rytm. I Pulpa biegnie, myśli łagodnie płyną , eksplozja endorfin następuje po 50 minutach kiedy Pulpa złachana jak pies wspina się na swoje czwarte piętro. I ta duma, z pokonania własnej słabości. Dzisiaj też biegnie:-)

 

40 dni detoksu

Dzisiaj idzie Pulpa posypać głowę popiołem. I raz się naje do syta.

Jeśli Pulpie na ambicje nawet widok w lustrze wejść nie może, ani za ciasne ubrania , ani dogadywania męża, ani własne przysięgi, anie Ewa Chodakowska patrząca smutno z ekranu,mani kuźwa nic, to może jak sobie ślubuje ten post na 40 dni, tak biblijnie i po chrześcijańsku i przestanie jeść słodycze i mięso to chociaż trochę będzie lepiej.

Pulpa ogłasza w necie: 40 dni bez cukru i mięsa. ole!