Waga

Szóstego dnia wieczorem Pulpę przywołała waga. Kurząca się dotąd,  porzucona w kącie łazienki, nagle wydała się Pulpie przedmiotem atrakcyjnym. Do ważenia przygotowała się Pulpa wyjątkowo starannie. Pozbywając się wszelkich balastów zewnętrznych i wewnętrznych. Zastanawiała się nawet, czy ściągnąć kolczyki, co dałoby może o gram bardziej spektakularny efekt. Nagusieńka , z zamkniętymi oczami i uśmiechem na ustach weszła na wagę. W głowie pojawiło się tylko pytanie ile sadła odeszło w zapomnienie. Bo, że odeszło, tego była pewna. Sześć wojennych dni, gdzie nie szczędziła siebie w walce, nie uwiodły ją ani kabanosy, ani sałatka grecka, buła bohatersko oddana małemu, ba, drożdżówka którą upiekła rodzinie . Na pohybel sadłu pomyślała Pulpa i otworzyła oczy. Waga wskazywała kilogram i siedemset pięćdziesiąt gramów różnicy od wagi wyjściowej. Na plus.

Dzień szósty czyli chcice hipopotamicy

To już szósty dzień , jakby nie patrzeć

Pulpie chce się czekolady, ciasta, bułek, chleba, pasztetu, paprykarza, loda w czekoladowej polewie, klusek śląskich i bigosu. Na początek. plus wieeeeeeeeeeelkie, tłuuuuuuste latte.

Nie chce jej się papryki, kiszonego ogórka, herbaty odchudzającej, selera naciowego, pomidorów i kapusty.

Ale czy ktoś pyta Pulpę czego jej się chce? Na wojnie nie pytają, na wojnie rozkazują.

A Pulpa ma rozkaz wewnętrzny: walcz.

I walczy.

Jak hipopotamica.

Bollywood

Nie, no lżej jest, nawet po tak banalnych czterech dniach

brzuch zwisa jak zwisał ale jakoś oddycha się lepiej

i senność popołudniowa nie dopada tak gwałtownie

i nawet entuzjazm jest

i  wiara, że tym razem się uda

każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku

i Pulpa jest już w tej podróży, już idzie

powoli, powoli, bo zadyszki się boi i kolki

ale idzie

może dojdzie? może w końcu, właśnie teraz, w tym momencie życia będzie mogła z uśmiechem zajrzeć do szafy, z dumą popatrzeć w lustro, otulić się spojrzeniem męża, usłyszeć komplementy

Pulpa ma takie jedno marzenie, skrywane głęboko pod fałdami

marzenie standardowe, powiedzmy sobie, przeciętne i przewidywalne aż do bólu, ale co tam

czerwona sukienka, długa, do ziemi, obcisła w talii , walc, rozpuszczone włosy

takie tam, wiecie, bollywood

raz w  życiu

bollywood w rozmiarze 38

ach

Bitwa wygrana

Ha!

Na wojnie, jak na wojnie, łatwo nie jest drodzy państwo.

Po pierwsze jest wróg główny czyli głód. Wroga Pulpa stara się oszukać na wszystkie możliwe sposoby, najczęściej płynne.

Po drugie jest wróg poboczny czyli rodzina, kto wie czy czasem nie bardziej natarczywy niż głód.

-Zimą się odchudzasz? Zimą trzeba jeść, masz trójkę dzieci, chcesz zostać bez sił i bez włosów? Taką masz przemianę materii, pogódź się z tym, nie każdy musi być szczupły – to mama. Optymistycznie i z przytupem.

– Przewrót oczami i wzruszenie ramion – to z kolei mąż. Lakonicznie i bez empatii. W sumie Pulpa reaguje identycznie na zapowiedzi o mężowy rzucaniu palenia, więc co się dziwić.

-A zjesz mamusiu czekoladkę? – to skłonna do częstowania Duża.

– Mamo, chyba się znowu nie odchudzasz , który to już raz- z politowaniem w głosie pyta Średnia – zasiewając na dzień dobry w Pulpie ziarnko zwątpienia, że znowu polegnie.

Mały nie mówi nic, tylko chce bułeczkę, chrupiącą bułeczkę z masełkiem i miodkiem, dużo miodku mamusiu bo ja lubię. I mamusia musi  tę kanapeczkę zrobić, mimo drżenia rąk i ślinotoku. Nie da się tej czynności wykonać z zamkniętymi oczami niestety, więc Pulpa masochistycznie przygląda się rumianej bułeczce, wyobraża sobie smak masła w połączeniu ze słodyczą wrzosowego miodu i ma w głowie jedną myśl: w cholerę z tym całym odchudzaniem, z tą wojną, chcę tej bułki, pragnę jej, pożądam, nie ma nic lepszego niż taka bułka, jedna mi nie zaszkodzi i tak już więcej nie utyję, a że nie schudnę to trudno. Jedna, mała bułeczka.

Ale nagle, niespodziewanie, w Pulpie budzi się bojownik i pod ostrzałem drwiącego wzroku Średniej bułka przechodzi w stanie nienaruszonym do Małego, a matka dumna z siebie, bierze się za szatkowanie kapusty, która jak wiadomo ma mało kalorii i wpływa wspaniale na przemianę materii.

Bitwa wygrana.

Pierwsza.

Ze stu sześćdziesięciu siedmiu.

Co najmniej.

Pulpa idzie na wojnę

Pulpa ma 36 lat, troje dzieci, męża, mieszkanie bez obciążonej hipoteki i  tak zwyczajne życie, że chce się rzygać.
Czasami.
Bo tak normalnie to codzienność jest przywilejem, który Pulpa umie doceniać. I docenia, jeśli ma na to czas między pracą, dziećmi, sprzątaniem, gotowaniem, prasowaniem, ponownym sprzątaniem i jedzeniem.
Tak, jedzenie zabiera Pulpie sporo czasu. A może raczej bitwy o niejedzenie. Te bitwy są czasochłonne, energochłonne i prędzej czy później kończą się tym samym  – posiłkiem. Pulpa w roli przegranej wpycha w siebie jedzenie, kabanosa zagryzając czekoladą, upychając bułkę, ogórka, zimny makaron, okruchy twarogu, popijając herbatą by jeszcze coś się zmieściło, A kiedy nie ma już ani centymetra sześciennego wolnego miejsca w żołądku, krajobraz po bitwie rozlewa się w Pulpie poczuciem przegranej o smaku czosnkowej kiełbasy,sumienie pali zgagą , a Pulpa zwija się w objedzona kulę i płacze.

Tak więc codzienność Pulpy , przerywana bitwami, toczy się dość zwyczajnie.
Tylko Pulpy w tej codzienności coraz więcej i jednocześnie coraz mniej. Kiedy ciało Pulpy rośnie, wylewa się znad ostatnich pasujących jeansów w rozmiarze 46, zwisa z podbródka, poci pod stanikiem, dusza Pulpy niknie. Śmiechu w niej mniej nawet dla dzieci, śpiewu w niej żadnego, chyba, że nokturn jakiś, a przecież tak lubiła śpiewać, tak lubiła, żartu w niej żadnego, chyba że przez łzy.
I Pulpa się boi że całkiem zniknie, udusi się w tym tłuszczu, przydusi ją, przygniecie, stłamsi na amen. I dzieci będą mamo mówić nie do Pulpy, tyko do trzęsącej się góry sadła, a mąż…ach, zostawmy ten temat.
Swoim dzieciom krzywdy Pulpa zrobić nie da. Żeby taka góra sadła, co to ani na rowerze, ani na rolkach, o basenie nie wspominając, miała jej dzieci chować, przykładem sypać. Niedoczekanie.

Dlatego właśnie Pulpa idzie na wojnę. Od jutra.